Ze spotkania wtorkowego - 27 I 2015

  • Drukuj

O łasce, modlitwie i rodzinie Jezusa, czyli fiat voluntas Tua

Jakiś czas temu powiedzieliśmy sobie o tym, że żeby wiedzieć , jak miało być, jak jest i jak ma być, trzeba patrzeć na Jezusa. I to nie tylko w taki sposób, że się o Nim po prostu coś wie.

Bez przerwy powtarzamy, że trzeba Go spotkać i poznać i dać się Jemu poprowadzić. Nie pozwalamy  za często, przeważnie wcale, żeby ktoś, kogo w ogóle nie znamy, miał jakikolwiek wpływ na nasze życie. Nie znamy, to i nie ufamy, bo nie mamy do tego podstaw. POZNAWANIE RODZI ZAUFANIE.

Dziś kolejny raz pytanie o to, czy spotkałem już Jezusa i za kogo Go w moim życiu uważam, zostanie postawione. UWAGA!!!  Stawiam to pytanie: spotkałeś/aś już Jezusa? A Kto to?

Gdzie Go spotkałeś, albo co wiesz o miejscach, w których Go można spotkać?:

- Pismo Święte (w Słowie)

- w Kościele (wspólnocie)

- w Eucharystii (tu najpełniej i najbardziej), tajemnica paschalna śmierci i zmartwychwstania.

- w ubogich, czyli potrzebujących pomocy, albo po prostu w drugim człowieku

I wiele innych miejsc jeszcze

Skąd wiemy, że to są te miejsca? Sam Jezus nam o tym mówi:

- na początku było Słowo

- gdzie dwaj lub trzej są w imię Moje, tam JA JESTEM

- bierzcie i jedzcie bierzcie i pijcie a będziecie mieli Życie w sobie (Ja jestem Drogą Prawdą i Życiem)

- cokolwiek uczyniliście najmniejszemu Mnieście uczynili

Wiecie, że to, że tu jesteśmy razem i możemy się zastanawiać nad najważniejszymi sprawami dla człowieka (sens życia, cel tego życia, wiara, spotkanie, dobro, zło, cierpienie, nadzieja, śmierć i życie, po co nam to całe chrześcijaństwo?), nie jest tylko wynikiem tego, że postanowiliśmy uporządkować swoje życie, bo stwierdziliśmy, że czegoś nam brakuje, np. chrztu, albo bierzmowania, a tu narzeczona lub narzeczony chce zostać żoną lub mężem i z tymi moimi brakami jest to niemożliwe. To jest kwestia tego, że Bóg szuka człowieka. Nie jest przypadkiem, że każde z was dziś tu jest. I siedzi tu z tym swoim brakiem. To Bóg dał nam ten wspólny czas i to On chciał i chce nas tu dziś obdarować – czym? Sobą i tobą!!! Nie ma w tym żadnej naszej zasługi, żadnej!  Jest tylko CHCENIE BOGA, który wie, co może człowieka uczynić szczęśliwym. Chcenie Boga wobec człowieka jest zawsze ŁASKĄ

My się często mylimy, myśląc, że możemy na łaskę zasłużyć. Nie możemy. Łaska jest darmowa całkowicie! Z łaską możemy zrobić tylko kilka rzeczy:

- rozpoznawać, przyjmować, współpracować

- nie rozpoznawać, nie przyjmować, odrzucić i nic nie zrobić

Możemy powiedzieć, że Jezus nas tu dzisiaj przyprowadził, bo chciał (to nie znaczy, że jak nie ma tych, co ich nie ma, to dlatego, że Jezus nie chciał, żeby przyszli) się z nami spotkać. Tak naprawdę ON SPOTKAŁ NAS TU W JEGO IMIĘ.  Pytanie, czy my Go też spotkamy? I nie przeszkadza Mu, że jesteśmy grzesznikami, że nie jesteśmy (niektórzy) jeszcze ochrzczeni, czy bez bierzmowania, czy że jeszcze nie rozumiemy, co robi grzech z naszego życia i z nas samych. On chce, żebyśmy Go zapragnęli spotkać i żebyśmy przyjęli Jego łaskę.

Tak samo było z uczniami pierwszymi, których Jezus powołał, bo Sam chciał. Szedł do tych 12 i mówił – CHODŹ! I oni szli, nic nie zrobili, żeby przyszedł właśnie do tego, czy tamtego, nawet nie wiedzieli, że do nich i po nich przyjdzie, ale ci co, go już spotkali i odkryli, to musieli powiedzieć o tym innym (Andrzej - >Piotrowi, Filip -> Bartłomiejowi, Mateusz). Bycie chrześcijaninem jest łaską i wszyscy, jak tu jesteśmy nic nie zrobiliśmy, żeby się stać chrześcijanami. My ochrzczeni w dzieciństwie to już całkowicie możemy stwierdzić, że nic. Dorośli to jeszcze mogą powiedzieć, że no przecież chodzę na te spotkania, słucham, gadam, jest różnie… Prawda jest taka, że jeśli On nie da łaski, sami się nie przerobimy w chrześcijan. Trzeba pobyć z Jezusem, popatrzeć, popytać, prosić. I jak się wydarzy doświadczenie, to wszystko staje się jasne, chociaż nie jak pstryknięcie. Zaczyna się proces stawania się „dojrzałym Jezusowcem/Chrześcijaninem” – czyli świętym. Jezus już nas takimi widzi, widział nas takimi, jak jeszcze świat nie miał pojęcia, że zaistnieje i że my się pojawimy.  Bo Bóg ma zamiar odwieczny, czyli taki bez początku i bez końca. A Jezus jest Bogiem z Ojcem i z Duchem Świętym.

Wszystko jest łaską, czystą łaską. Jeśli się ją przyjmie, to zmienia się wszystko we mnie i w, można powiedzieć, „moim świecie”. Czyli trzeba Boga prosić o łaskę, o to żeby ją rozpoznać i przyjąć i stać się tym pod jej wpływem, tym, kim w oczach Boga już jestem. Po to Przyszedł Jezus, żebyśmy mogli i chcieli przyjąć łaskę Boga. Przyszedł Jezus pokazać, jak się łaskę przyjmuje, dlatego też jest człowiekiem, ale CZŁOWIEKIEM bez grzechu, zjednoczonym z Ojcem. Dlatego tak ważne jest, żeby poznawać Jezusa i słuchać Go, co nam podpowiada, co pokazuje, dlatego mówimy o tym, że mamy Jezusa naśladować. Ale to nie znaczy powielać, bo się nie da. Trzeba Go poznać.

Wiemy, że Jezus przeszedł dla nas PASCHĘ, czyli umarł dla nas i zmartwychwstał, dla nas i za nas. Nazywamy to ODKUPIENIEM i Tajemnicą Zbawienia, do której nas zaprasza (decyzja na przyjmowanie łaski jest tzw. „pracą” nad zbawieniem – łaską jesteśmy zbawieni). To ważne, co teraz mówię, bo wszystko w chrześcijaństwie jest takie właśnie – PASCHALNE. Przeprowadzające ze śmierci do życia, z niewoli do wolności.

I Modlitwa też jest taka – po pierwsze jest łaską, czyli darem – troszczy się o nią Duch Święty, bez którego nawet westchnąć nie umiemy prawdziwie (dla Niego nie ma żadnych przeszkód), nawet jeśli wypowiadamy mnóstwo słów do Boga. A po drugie Modlitwa chrześcijańska jest Paschą – czyli obumieraniem i zmartwychwstawaniem. Dlaczego tak jest? Można myśleć, że modlitwa to jest takie załatwianie spraw z Panem Bogiem: proszenie, dziękowanie i tak dalej, żeby zdrowie było, żeby nieszczęścia nie było i wiele jeszcze innych instrukcji, które przedkładamy Panu Bogu. Często traktujemy naszego Boga, jak wielkiego Magika, albo wróżkę, którą, jak dobrze opłacimy (właśnie np. dobrymi uczynkami, albo odpowiednią ilością modlitw odmówionych odpowiednią ilość razy), to nas po prostu zrobi celebrytami lub gwiazdami już będziemy tylko leżeć i pachnieć. A tu o co innego chodzi. Trzeba Panu Bogu mówić o tym wszystkim mówić, czego chcemy, jakie mamy pomysły, prosić, żeby pomógł i dziękować, ale:

Różnica między modlitwą chrześcijanina a modlitwą poganina polega na tym, że chrześcijanin mówi – niech będzie tak, jak Ty chcesz, bo ufam i wierzę, że cokolwiek się stanie, będzie dla mnie najlepsze, bo będzie od Ciebie (nawet śmierć…) – Jezus nam tę modlitwę pokazał w Ogrójcu, kiedy mówił, że nie Jego wola, ale wola Ojca, niech się spełni, a potem umarł i zmartwychwstał. Nie jest to proste, żeby ot tak zrozumieć, trzeba prosić o łaskę rozpoznawania tego, co jest Wolą Boga, a co nie i kiedy już ją dostaniemy i przyjmiemy to możemy na modlitwie powiedzieć do naszego Pana – Jezusie, nasz/mój Bracie, jesteśmy rodziną. Amen.

(Oprac. J.T., fot. A.S.)