1. Skip to Menu
  2. Skip to Content
  3. Skip to Footer

Boże Ciało

 

Dzisiejsze święto trzeba przeżywać w łączności z innym dniem, o którym już być może zapomnieliśmy, z Wielkim Czwartkiem. Zresztą taka była geneza tego dzisiejszego święta. W Wielkim Tygodniu nie chciano obchodzić hucznej uroczystości, podczas której świętowano by obecność Jezusa w Eucharystii. Postanowiono więc świętować w osobnym dniu. Więc pierwszy akcent tego dnia to radość. Być może jest tak, że dziś, w XXI wieku, procesja podczas której niesie się Najświętszy Sakrament wielu ludziom już nic nie mówi. Jednak może warto się zapytać, czy we mnie jest radość z tego faktu, że Bóg zostaje obecny z nami w kawałku chleba?

Obecność. Kto z nas nie ma takiej osoby, z którą chciałby być non stop? Kto z nas nie ma takiego doświadczenia miłośći, które chciałby cały czas celebrować? Można kogoś bardzo kochać, pisać do niego sms-y, maile, oglądać jego zdjęcia, wracać do wspomnień, czytać wspólnie pisane pamiętniki, a jednak czujemy doskonale, że ciągle czegoś brakuje. Wierzcie mi lub nie, ale Jezus, tak nas ukochał, tak się w nas rozkochał, tak oszalał na naszym punkcie, że chciał za wszelką cenę z nami pozostać, być realnie obecnym w naszym życiu. I to jest to, co kryje się za Eucharystią. Nie rytualizm, nie niezrozumiałe świętowanie, ale miłość do nas.

Kiedy chodzę z Panem Jezusem po ulicach Starego Miasta i dostrzegam bardzo różne reakcje ludzi, to jestem przekonany, że Eucharystia jest przede wszystkim Jego obecnością wśród nas. Ludzie idą obok Jego Ciała i Krwi, z jednej strony wierzymy, a z drugiej wątpimy; ktoś się modli, ktoś inny gada, a jeszcze ktoś inny się gorszy, że ktoś gada, albo że nie modli się jak powinien. Idą starzy, młodzi i dzieci, które kompletnie nie wiedzą o co chodzi, ale przeczuwają, że nie jest to zwykły spacer. Ktoś włączył głośniej muzykę w swoim ogródku piwnym, a inna osoba stwierdziła, że w Polsce to jest jednak folklor i ludzie ciągle protestują, a jeszcze ktoś inny, że tu są jeszcze ludzie, którzy wierzą. I właśnie w te wszystkie sytuacje wnosimy Pana. Zapraszamy Go, a On wchodzi w naszą codzienność, w nasze historie, ludzkie – czasem grzeszne sprawy. Może warto dziś pomyśleć o obecności Boga, takiej realnej w moim życiu. Nie idei Boga; nie Boga, którego trzeba raz w tygodniu zadowolić, ale Boga, który tak bardzo nas ukochał, że został z nami. I został w taki sposób, że można kompletnie zobojętnieć na Niego, bo tak kruchy jest i bezbronny.

Kiedy czytamy opis pierwszej Eucharystii, a później powtarzamy to co tydzień, to słyszymy takie słowa:Wziął. Pobłogosławił. Połamał. Dał. Eucharystia nie jest teatrem, czy tylko wspominaniem, jest stawaniem się darem: Jego – dla nas, ale i nas dla innych. Inaczej Eucharystia nie ma sensu. Trzeba to robić właśnie w tym kluczu: biorę, błogosławię, łamię i daje. Bierz życie w twoje ręce. Nie mówi, że nie masz władzy. Masz, tylko chciej. Błogosław, swoje i innych życie, nie złorzecz. Mów dobrze, do siebie i do innych. Znów, to co wychodzi z naszych ust jest całkowicie zależne od nas. Łam. Co? Nie innych, ale siebie. Łam, aby Cię było więcej. Boimy się łamać siebie, bo boimy się, że mniej nas zostanie. A z nami jest jak z hostią. Chociaż ją łamiemy na małe kawałki, to zawsze w każdym kawałku jest cały Chrystus. Więc podejmijmy ryzyko, żeby innym dać kawałek siebie. I właśnie dawać, nie brać.

Eucharystia to pokarm. Nic bardziej skandalicznego Bóg nie mógł wymyślić. Daje nam Siebie w chlebie i winie, które przecież są postaciami dość pospolitymi i poddanymi w swojej fizyczności temu samemu procesowi, co każdy inny pokarm. Jednak jest w tym pewna logika, jest takie powiedzenie, że: to co jesz, tym się stajesz. I przepraszam za porównanie, ale od jednego hamburgera nikt nie przytył, ale jedzmy tylko hamburgery, to zobaczymy. Wracajmy do tego stołu. Nie mówmy, żeśmy grzeszni, więc niegodni, a kto nie jest? Nie mówmy, że mało wierzymy, a kto wierzy dużo? Nie mówmy, że kiedyś, bo można szybko umrzeć. Nie mówmy, że to za duży dar, nie jest za duży, jest w sam raz. Walczmy o Eucharystię i Komunię w naszym życiu, po to, by stawać się Nim coraz bardziej. Trzeba czasu i chęci, by to dostrzec, ale jest to możliwe.

Tekst w całości przedrukowany z http://kramer.blog.deon.pl/2015/06/04/obecnosc/

baner-swiadectwa